wtorek, 14 października 2014

Rozdział 11

            Przygryzam wargę i opieram jedną dłoń o jego tors.
            - Chcę, żebyś była moja .
            - Chciałabym być twoja ale..
            - Tak?
            - ..ale nie mam pewności czy jestem odpowiednia.
            - Jesteś. Tylko pytanie czy chcesz wejść do mojego świata, w którym mam pięćdziesiąt odcieni.
            I znowu to pytanie. Chce? Biorę głęboki oddech i kiwam głową. Matthew kładzie ręce na moich biodrach. Pochyla się i łączy zachłannie nasze usta.
            Tak. Teraz mogę umierać. Przybliżam się nieznacznie i oddaje pocałunek. Czuję uśmiech Matthew podczas tego. Kończy mi się oddech, a mężczyzna odsuwa się.
            - Lepiej wsiądź do auta Rosemary, zanim cię w nim przelecę.
            Otwiera mi drzwi z czego od razu korzystam i do niego wsiadam. Zapewne jego groźby byłyby realiami. Nie chcę wątpić. Matthew jedzie na tor wyścigowy.
Jest tu masa ludzi. Słychać warkoty aut i dopingi kibiców.
            - Kibicujesz czy będziesz jechać ze mną? - pyta.
            - Chyba zostanę. - tchórze.
            - Dobrze - wysiada i otwiera mi drzwi. Pomaga wysiąść, a zaraz obejmuje w talii.       Wolnym krokiem podchodzi do mężczyzn, gdy ja idąc obok rozglądam się. Tyle ludzi. Telewizja. Inne media.
To głośna sprawa, ale chyba jak całe życie tego człowieka. A teraz w jakimś stopniu jestem jego częścią. Na tablicy dostrzegam listę zawodników gdzie widnieje jego nazwisko.
            - Zaprowadzisz panią w bezpieczne miejsce Josh. - wydaje polecenie mężczyźnie w garniturze.. trochę tu nie pasuje.
            - Przyjdziesz tam potem?- łapię kurczowo jego rękę.
            - Przyjdę maleńka. - uśmiecha się do mnie
            - Okay..- kiwam głowa i odchodzę ze wskazanym mężczyzną.
            Wszystko mogę obserwować stąd. Naprawdę czuję emocje. Siedzę za barierką dla osób vip .
            Widzę jak na starcie zaczynają ustawiać się auta. Obserwuje samochód Matthew. Zaraz od pistoletu oznaczającego początek mocno trzymam kciuki. Ruszają tak gwałtownie. Piach unosi się do góry. Gdy jestem w stanie znowu ich dostrzec są już daleko.
Wszystko jest nagrywane i widzę to na telebinach. Auto numer 12 obejmuje prowadzenie
Wszystko dzieje się bardzo szybko i chaotycznie.
            Ale za to mi się podoba. Zagryzam wargę patrząc na auto Matta, które po dwóch godzinach przekracza metę.
            Wygrał! Wstaje bijąc brawo jak reszta publiczności.
            Jestem bardzo zadowolona. Nie chciałam się zawieźć. Och, ale ma brudne auto. Całe w piachu.
            Wychodzi zadowolony z kaskiem pod pachą. I co widzę? Jak puszcza mi oczko. Właśnie mi.
            Uśmiecham się robiąc się cała czerwona. On tak strasznie mnie Zawstydza, a zarazem powoduje motylki w brzuchu. To zdecydowanie cudowne uczucie. Widzę jak wchodzi na podium i odbiera nagrodę. Dla niego to pewnie nic. Wpatruję się w niego i wiem, że on to całkowicie nie pasuje. Matthew White bez garnituru w starych spodniach, ale jednak z najlepszej półki. Ten człowiek mnie zaskakuje. Ściąga koszulkę i rzuca w tłum, a potem bierze mikrofon.
            - Wygrana jest dla mnie ważna i sama satysfakcja mi wystarczy. Pieniądze z nagrody pójdą na budowę szpitala dla dzieci chorych. Dziękuję wam za wsparcie. I tobie Rosemary.
            Czuje wzrok tych wszystkich ludzi i chce zapaść się pod ziemie. Tak, on mówi o mnie. Dobrze słyszycie, ale nie patrzcie się tak na mnie.
Znowu słychać brawa i wszyscy zaczynają się rozchodzić. Jedni wracają do domu a inni idą na after party.
            Matthew przychodzi do mnie jak obiecał. Przebrany w jeansy i błękitną koszulę.
            - Chodźmy Panno Travolt. Jedziemy na kolacje - wyciąga do mnie dłoń.
            Łapie za nią i od razu czuje się lepiej przy jego boku. Uśmiecha się i całuje mnie w czoło.
            - Jak było? - trzyma moją rękę w swojej większej i prowadzi do auta.
            - Byłeś świetny...jak zawsze zresztą.
            - Co za komplementy Rose.
            - To po prostu prawda.
            - Prawda jest taka, że mam ma ciebie straszną ochotę - mówi wprost do mojego ucha.           Jego Oddech drażni moją skórę. Odsuwa się i otwiera drzwi od auta. Wsiadam trochę zesztywniała. Nawet nie zauważam gdy ruszamy Droga mija w ciszy. Jestem za bardzo zajęta swoimi myślami. Czuje wzrok mężczyzny na sobie wiec posyłam mu uśmiech.
Też się do mnie uśmiecha. Nie jedziemy do restauracji. Droga prowadzi do jego domu.
Parkuje przed nim. Wysiada i otwiera przede mną drzwi.
            - Co byś zjadła?
            - Sałatka?
            - Jak sobie życzysz. - otwiera drzwi.
            Wchodzę do środka i poznaje bogate wnętrze. Idziemy od razu do kuchni.
Pomagam mu i razem robimy danie. Nie ubrałam się jakoś specjalnie, a i tak go pociągam. Sam tak powiedział. Uśmiecham się w duchu. Co ze mną zrobi? Dzisiaj do czegoś dojdzie?
Chciałabym żeby doszło. Ostatnio nie było widocznie bardzo źle.
Siadamy do stołu.
            - Wina?
            - Poproszę
            - Białe? Czerwone?
            - Białe.
            Wstaje i podchodzi do barku. Wyciąga kieliszek oraz butelkę alkoholu. Stawia je na stole i napełnia naczynia winem podając mi jedno z nich. Siada naprzeciwko i dalej jemy kolację. Bardzo dobrze się czuję. Wino, które pijemy musi być bardzo drogie. Zakładam nogę na nogę biorąc łyk trunku.
            - Jesteś gotowa? Chciałbym pokazać ci mój pokój zabaw.
            - Wydaje mi się że tak..
            - Więc chodź - podnosi się.
            Wstaje z opóźnieniem i podążam za nim po schodach. Nie byłam tam jeszcze. Matthew trzyma mnie za rękę. Idziemy na sam koniec długiego korytarza. Ciężkie drzwi otwierają się, a ja widzę pokój w kolorze brązu i beżu. Wraz z przekroczeniem progu owiewają mnie ponowne wątpliwości. A jeśli to będzie boleć? Widzę dużą komodę, ale nie mogę powiedzieć co w niej jest.
            Patrzę na mężczyznę nie wiedząc co ze sobą zrobić.
            - Ufasz mi? - pyta cicho.
            - Tak..- mówię szeptem.
            - Więc rozbierz się.
            - Tutaj?
            - Tak.
            Niepewnie zsuwam swoje buty, a następnie spodnie i bluzkę. Matthew ściąga koszulkę i podchodzi do mnie. Patrzę w górę szukając jego wzroku. Jest nieco chłodniejszy. Kładzie ręce na moich biodrach i przysuwa mnie. Nasze klatki zderzają się ze sobą. Denerwuje się ale tak ja mówiłam ufam mu. Pochyla się i całuje moją szyję. Cicho Wzdycham. Zagryzam wargę mocno starając się nie zrobić czegoś nieodpowiedniego.
            - Połóż się na łóżku Rosemary, a ja cię przypnę.
            - Po co?- wypalam.
            - Żeby sprawić ci przyjemność. Twoje nie kontrolowane ruchy mi to uniemożliwią . Nie wiem co powiedzieć wiec tylko kiwam głową i podchodzę powoli do łóżka. Ledwo Opieram dłonie o jasną narzutę, kiedy mój stanik zostaje rozpięty. Przeklinam w myślach i biorę głębszy oddech.
            - Jesteś piękna i już moja - całuje mnie po łopatce i zahacza palcami o dolna bieliznę.
            Za chwile znów będę przed nim całkowicie naga. Przecież juz mnie widział.. Nie mogę się krepować. Nie jego. Przecież tego chce. Pragnę go i jego bliskości.
            - Połóż się Rose.
            Robie co mówi czując skręcanie w brzuchu. Matthew odsuwa się i podchodzi do komody. Widzę jego umięśnione plecy. Nie mam pojęcia co może stamtąd wyciągnąć.
A nie. Po chwili widzę kajdanki. Mówił o nich. Po prostu mnie przypnie. To wszystko.
Zimny metal zamyka się na moich rękach i nogach Dreszcz przebiega przez moje ciało gdy zostaje całkowicie unieruchomiona. Ma nade mną całkowitą kontrolę . Ściąga koszulkę i spodnie. Nie mogę oderwać od niego wzroku. Chociaż obawiam się tego wszystkiego, wiem że mnie nie skrzywdzi . Ufam mu bardziej niż sobie samej Pochyla się i całuje mnie między piersiami Zagryzam mocno wargę czując jego usta na swojej skórze. Znów te dreszcze. Kładzie dłonie na moich udach i je masuje . Momentalnie słychać brzdęk metalu gdy chce podkulić nogi.
            - Leż spokojnie Rose. - Upomina mnie
            Łatwo powiedzieć. Zaciskam zęby. Wysuwa język i błądzi nim aż do złączenia moich ud. Zaczynam się kręcić jak tylko jest to możliwe.
            - Rose bo usztywnię cię jeszcze bardziej.
            - Przepraszam..
            - Jasne… Leż .
            - To trudne..- skarżę się.
            - Tak? - odsuwa się lekko i patrzy mi w oczy. Jego palce dotykają mojej kobiecości.
            - Tak..- mówię ciężej.
            - A dobrze ci?
            - Myhym..
            Rozsuwa zdecydowanie moje nogi.
            - Nie dam ci dojść tak łatwo.
            - Dlaczego?- czuje złość.
            - Bo nie słuchasz.
            - Przecież nic nie zrobiłam..
            - Och Rose. Żebyś się nie zdziwiła.
            - Proszę..
            - O co?- wsuwa palce w jeszcze ciasną szparkę .
            - Rób tak..- co ja wygaduje? To nie ja..
            - Tak jak teraz?
            - Tak.
            Wsuwa i wysuwa dwa palce. Robi to w rytmiczny sposób. Rozwieram wargi. Oddycham otwartymi ustami biorąc urywane wdechy. To jest nowe doznanie i zdecydowanie przyjemne. Zamykam oczy i oddaję się temu co robi ze mną Matt. Zaczynam jęczeć czując coraz większe napięcie. I nagle przestaje. Nic nie robi. Odsuwa się.
            - Nie..- nawet nie wiem kiedy to mówię. Jest mi potrzebny
            Wraca do moich ust. Przez chwilę jego język zacięcie walczy z moim, a później wsuwa palec do środka.
            - Ssij - szepcze.
            Marszczę brwi jednak zawstydzona robię co mówi. Mój smak. Słony, ale dobry. Patrzę na niego. Wzrokiem badam rysy twarzy. Nic nie umiem z nich teraz odczytać.
            - Mam w ciebie wejść? Powiedz czy tego chcesz - mruczy i znów mnie całuje.
            - Chce. - wzdycham w jego usta.
            - Jak bardzo skarbie?
            - Ogromnie, potrzebuje tego..
            Przesuwa palcami po moich żebrach. Później w dół, aż dotyka mojego kolana. To powolne tortury. Rozsuwa moje nogi na odpowiednią szerokość. Zdenerwowanie już odpłynęło. Czuje tylko podniecenie i jego bliskość. Jego błogą obecność. Podnosi się na rękach i nade mną zwisa. Nasze usta łączą się w jedność. Rozchylam wargi i mój język zaczyna walczyć z jego.
            - Masz uzależniające usta - mówi odrywając się ode mnie.
            - Ty również..- sapie.
            Przymykam oczy i chwilę później czuję go w sobie. Och, tak idealnie mnie wypełnia. Zadaje powolne, ale precyzyjne pchnięcia. Zaciskam się na nim całą sobą.
            Próbuję położyć ręce na jego barkach, ale ruch utrudniają mi kajdanki. No tak. Zapomniałam. Ale nie skupiam się teraz na tym, że jestem ubezwłasnowolniona.
            - Rose, maleńka – szepcze mi do ucha. – Jesteś idealna.

8 komentarzy:

  1. o jeezuuu *.* <3 nawet nie wiesz ile się naczekałam na rozdział! Znaczy nie mówię tego w negatywny sposób, broń boże! Tylko po prostu nie mogłam się go doczekać <3 *.* Kocham te opowiadanie nic na to nie poradzę xd <3 zajebiste jak zawsze! :* życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaaaaaaaaaaa! Po prostu Cię kocham!!!!!!?
    ~Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. Och...to jest mega. Czekam z niecierpliwością na next. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko jakie ty cuda piszesz kobieto... Umm...nie wiem co powiedzieć po prostu brak mi słów w pozytywnym słowa znaczeniu ;D nie mogę doczekać wie nn pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział nie moge sie doczekać kolejnego ❤️��

    OdpowiedzUsuń